poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział I

Dzień, który od rana wydawał się być idealny już w szkole zamienił się w koszmar. Była przerwa, jak zwykle siedziałem z moim jedynym i najlepszym kumplem w tej budzie - Oskarem. Chodziłem z nim na treningi tekwondo, razem ćwiczyliśmy i spędzaliśmy czas wolny. Gdy tak sobie siedzieliśmy pod ścianą na korytarzu, podeszła do nas kapitan zespołu cheerleaderek,  była to osoba pusta i irytująca innych, która potrafiła zamienić ci życie w istną masakrę, spojrzeliśmy na nią z lekkim znudzeniem i tak zwanym wkurwieniem, no cóż wysłuchajmy co królowa chce ogłosić.
- Fuentes, umów się ze mną... - otworzyłem szeroko oczy no i jakoś tak wyszło ze wyplułem cole, którą właśnie piłem na nią.  - Kurwa,  idioto...
- Sorry, ale nie interesujesz mnie. - odpowiedziałem szybko, wytarłem usta i uśmiechnąłem się ironicznie. Spojrzałem na jej czerwoną ze złości twarz, zacisneła dłonie w pięść.
- Pożałujesz tego! - wymruczała przez zęby i szybkim krokiem odeszła od nas. Spojrzałem na Oskara, a on na mnie i po chwili leżeliśmy na podłodze, trzymając się za bolące brzuchy od śmiechu.
- Stary, ona ci teraz nie da żyć - powiedział szatyn. Wzruszyłem ramionami,  zbytnio mnie to nie interesowało, nie lubiłem tego miejsca ze względu, że była to szkoła dla wybitnie bogatych dzieciaków. Dostałem się tu przez rodziców, no cóż jeszcze parę miesięcy i rozpoczne trzeci, ostatni rok. Zbliżały się wakacje, wiec wraz z Oskim omawialiśmy nasz wyjazd do jego rodziny, gdy nam oczywiście przerwano.
- Czyli tak jak do tej pory uzgodniliśmy, jedziemy dzień po zakończeniu. - spytałem.
- Tak, pamiętaj,  że wcześnie masz wstać bo spóźnimy się na pociąg.  - lekko uderzył mnie pięścią w ramię,  no tak, musze przestać grać po nocach by wstać i się nie spóźnić.
- A co spakować? Tam jest ciepło czy zimno? - lepiej było się o to zapytać niż później zdychać z gorąca lub zamarzać.
- No więc, to jest mała nadmorska miejscowość wiec, wydaje mi się,  że zabierz letnie rzeczy no i może jedną bluzę. - odpowiedział, patrząc w telefon na zdjęcia jakiejś dziewczyny. OK, więc normalne rzeczy, bluzę, kąpielówki itp. Luz. Dokonczyliśmy nasze napoje i ruszyliśmy do klasy, po drodze jak zwykle się wydurnialiśmy, niepokoiły mnie tylko spojrzenia innych uczniów na korytarzu. Były jakieś inne, chłodniejsze niż zwykle.
- Od jak dawna jesteście razem? - ktoś wrzasnął w naszą stronę.
- Fuentes, nie wiedziałem, że jesteś ciotą! - co? No tak, Iwi pewnie coś rozpowiedziała na mój temat. Zdenerwowałem się,  Oskar też bo ledwo go powstrzymałem od wybicia zębów jednego z fejmów szkolnych. Egh, czyli nasz koszmar się zaczął. Odciągnąłem go i szybko ruszyliśmy w stronę toalet, każdy kogo mijaliśmy rzucał w naszą stronę słowa typu "pedały", "gejoza" i inne takie, a najlepsze było to, że to była nieprawda wymyślona przez głupią nastolatkę.  Z hukiem otworzyłem drzwi do męskiego kibla, rzuciłem plecakiem o ziemię i stanąłem przed lustrem patrząc się w odbicie.
- Stary, ja ją chyba zabije... - Mruknąłem, przecierając sobie twarz dłonią.
- Pomogę ci...Nie jestem gejem... - skrzywił się.
- Wiem stary, jesteś najbardziej hereroseksualnym gościem jakiego znam - zaśmiałem się, poprawiłem sobie włosy, które po całej akcji wyglądają niezbyt ciekawie, z resztą nie tylko moje, Oskar, który ma bardzo kręcone włosy, wyglądał dość komicznie męcząc się przy próbie związania tych loków. Dobra, gdy się ogarneliśmy, szybko wyszliśmy z toalety i poszliśmy do jamy smoka, czyli klubu cheerleaderek. Pora szykować się na walkę. Cholera. Miłe rozpoczęcie wakacji...